DIY

DIY COTTON BALLS

63
 Witajcie Kochani…

Dawno, dawno temu… Tymi słowami zaczynam dzisiejszy post, ponieważ pierwszy raz odkąd prowadzę bloga miałam tak długą przerwę w publikowaniu postów. Nie było to spowodowane brakiem pomysłów, czy ubrań do komponowania stylizacji ale najzwyczajniej pracą. Poprzedni miesiąc pracowałam dość długo, dni są coraz krótsze i niestety nie mogłam pogodzić tych dwóch rzeczy.
Jednak już od października sytuacja się unormowała i pracuje o wiele krócej i aż nie mogę w to uwierzyć bo jeszcze nie miałam tyle wolnego czasu! Mam nadzieję, że zaowocuje to również na blogu. Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że dzisiaj publikuje nowy post. Cieszę się jak małe dziecko – wiadomo prowadzenie bloga uzależnia 🙂
Dzisiaj przychodzę do was z postem DIY. Dawno tutaj takiego nie było. Jakiś czas temu w dobrze każdemu znanej sieci supermarketów dostępne w sprzedaży były świecącekule, czyli Cotton Balls, w dodatku za nieduże pieniądze. Instagram aż huczał od zdjęć szczęśliwych posiadaczy. Jednak zanim ja namyśliłam się, że też chciałabym mieć to cudo wszystkie zostały już dawno wyprzedane. W moim rodzinnym mieście jest sześć tego typu sklepów.  Dzięki mojemu bratu w ciągu 30 min. odwiedziliśmy wszystkie… i co? W każdym z nich po tych kulach zostały tylko plakaty. Chciałam dokonać zakupu przez internet trochę się przeraziłam. Kwoty za sznur kul są nawet 300% większe niż były w sklepie. Natknęło mnie to do zrobienia własnych świecących kul. Czego chcieć więcej? Satysfakcja, jesienne długie wieczory zorganizowane i zaoszczędzone parę groszy w portfelu napewno się nie zmarnuje. Kochani nie przedłużam, zaczynamy…

Potykając się, można zajść daleko; nie wolno tylko upaść i nie podnieść się – Jan Paweł II

 

POTRZEBUJEMY
– baloniki na wodę
– kordonek w różnym kolorze
– lampki led
– klej introligatorski
– nożyczki

ZACZYNAMY
1. Baloniki pompujemy nie wodą, a powietrzem. Najlepiej poprosić kogoś o pomoc, bo trzeba mieć naprawdę parę w płucach by nadmuchać to małe cudo. Staramy się by baloniki były takiej samej wielkości. Ilość napompowanych baloników zależna jest od tego z ilu kul będzie składał się nasz łańcuch.

 

2. Na tak przygotowane baloniki nawijamy kordonek. Jeśli chodzi o kolorystykę, macie tutaj szerokie pole do popisu. Ja osobiście wolałabym żeby mój łańcuch był w pastelach, jednak w pasmanterii były same ciemne, przygaszone kolory. Brałam ci było bo nie mogłam się powstrzymać, żeby nie zrobić sobie tych kul. Moja mała wskazówka – jeśli macie problemy z rozpoczęciem nawijania kordonka na balonik, posmarujcie go klejem a wtedy nic przyklei się do niego i nie będzie się wam zsuwać. Można również maczać nić w kleju. Jak komu wygodnie. Pamiętajcie żeby zostawić otwór na lampeczkę.
3. Ja po tym jak nawinęłam kordonek na balon oblewałam go grubą warstwą kleju. Ważne jest to by zakupiony przez was klej schnął na kolor przeźroczysty. Ja zakupiłam klej stolarski, który schnie ekspresowo. Kule po kilku godzinach są twarde jak kamień.
4. Kule już wyschły? Idealnie! Teraz delikatnie szpileczką należy przebić każdy balonik, trzymając za wystającą jego część. Z racji tego, że ciśnienie które się wytworzy może wciągnąć tą końcówkę do środka kuli. W zostawione otworki wciskamy lampki. Ja proponuję zakup lampek LED o przeźroczystym kablu. Wygląda to estetycznie i co najważniejsze te lampki się nie nagrzewają. Ja wybrałam wersję na baterię.
5. Trwało to zaledwie parę dłuższych chwil i mogę cieszyć się swoimi świecącymi kulami. Polecam!
 A Wy macie swoje cotton balls?
PODPIS